index.html

Zabawa śmiercią

„Oberiuci” – grupa awangardowych, leningradzkich artystów działająca w latach dwudziestych ubiegłego wieku, w teatrze polskim zaistniała prawie siedemdziesiąt lat później. Wynika to z faktu, że przez wiele lat byli uważani za wrogów „jedynie słusznego ustroju”. Ich utwory pełne absurdalnego humoru ale jednocześnie pokazujące okrucieństwo świata, nie mogły być dobrze widziane w totalitarnym systemie. Dopiero pod koniec dwudziestego wieku, wraz z przemianami politycznymi i demokratyzacją życia twórczość „Oberiutów” zaczęła być wystawiana również w Polsce. Spektakle w reżyserii Łukasza Czuja – „Tango Oberiu 1928”, „Sen pogodnego karalucha”, czy Pawła Szkotaka – „Pijcie ocet, Panowie”, wzbudziły dość duże zainteresowanie i były pokazywane na festiwalach teatralnych. Trzeba przypomnieć, że dwa ostatnie tytuły gościły również w Kielcach w ramach Przeglądu „Drogi Teatru. Spotkania”.
Dziś do tej literatury sięgnęła młoda, krakowska reżyser Maria Spiss prezentując w Teatrze im. Stefana Żeromskiego w Kielcach „Choinkę u Iwanowów” Aleksandra Wwiedienskiego, jednego z czołowych twórców tej grupy. Utwór stanowi dziewięć surrealistycznych scen z życia rodziny Puzyriewów. Rodziny, w której każde dziecko nosi inne nazwisko a różnica wieku między najmłodszym a najstarszym to osiemdziesiąt jeden lat. Do tego trup ściele się dość gęsto a po zimowym lesie spaceruje żyrafa. Od takich dziwnych i niewytłumaczalnych logicznie spraw i sytuacji aż się tu roi. Przez to momentami jest bardzo śmiesznie a momentami wieje grozą . Śmierć kolejnych postaci często powoduje radość na widowni. Świat postawiony na głowie. Typowy pure nonsens. Irracjonalność tryumfuje. Tylko im bliżej końca tym uśmiech na ustach zamiera a cały ten zwariowany świat zmierzający do śmierci nie pozostawia już żadnych złudzeń, jaki ma charakter. Silne poczucie tragizmu istnienia i okrucieństwa życia odreagowywał autor przedstawiając częste w życiu dziwne zbiegi okoliczności, posługując się groteskowym stylem, daleko posuniętą karykaturą. Wydaje się, że tu tkwi wartość tego tekstu i na tym zasadza się jego ponadczasowość.
Kieleckie przedstawienie zwraca przede wszystkim uwagę niezwykłą, bogatą scenografią Łukasza Błażejewskiego. To ona nadaje widowisku klimat i styl bliski okrutnym, niesamowitym bajkom dla dzieci. Momentami przypomina surrealistyczne malarstwo – las z kaczkami i żyrafą - a za moment malarstwo prymitywistów – scena w sądzie z malowaną kurtyną. Mieszkanie Puzyriewów to zderzenie wręcz hiperrealistycznego prysznica z małymi drzwiami, przypominającymi wejście do klaustrofobicznego pomieszczenia, pokoju zamieszkanego przez ludzi-zabawki. Zabawki w rękach nieuchronnie zmierzającego do śmierci losu. Ton parodystyczny dochodzi na równi do głosu z tonem poetyckim. Scena finałowa, w której dominuje biel skontrastowana z ciemnymi kostiumami Matki i Ojca świetnie puentuje całość. Również kostiumy pozostałych postaci dobrze współgrają z charakterami odtwarzanych typów a jednocześnie są ich artystycznym przetworzeniem.
Odniosłem jednak wrażenie, że reżyser zbyt poddała się wizji scenografa. Nie potrafiła wyraźnie i mocno skontrastować wręcz poetyckiej w swej malarskości oprawy plastycznej z sytuacjami humorystycznymi zawartymi w tekście. Przez to przedstawienie w wielu miejscach po prostu nużyło a niewydobyty humor przechodził w nudę i stawał się nieczytelny. W „Choince u Iwanowów” Aleksander Wwiedenski reagował na okrucieństwo świata i absurd istnienia równie absurdalnym humorem, często także okrutnym ale jednak humorem. Można mieć wrażenie, że dziewięć obrazów zawartych w tekście to dziewięć „numerów”, na zmianę strasznego i nonsensownego kabaretu życia. W przedstawieniu Marii Spiss tego jest za mało. To zaledwie scena w szpitalu czy w sądzie i opowieść o Kozłowie i Osłowie. Chociaż wykonywujący ten monolog Dawid Żłobiński nie do końca sobie z nim poradził - mówienie w bardzo szybkim tempie wyraźnie sprawiło mu kłopot.
Autorka spektaklu mówi w wypowiedzi dla „Gazety Teatralnej” nr 8 poprzez tekst „Choinki” chce o nich („Oberiutach” – red.) opowiedzieć. O nich i o czasach, w których mieli nieszczęście żyć i tworzyć. Myślę, że ważne jest to, co dziś dla nas zostało z ich twórczości i co z niej przekłada się na świat, w którym żyjemy. Co reżyser chce nam tym tekstem nowego powiedzieć o dzisiejszym świecie. Świecie, w którym coraz częściej zaciera się granica między dobrem a złem, upiory z koszmarnego snu przybierają realny kształt.

Grzegorz Cuper
Aleksander Wwiedienski „Choinka u Iwanowów” („Jołka u Iwanowych”). Przekład Natalia i Wiktor Woroszylscy, reżyseria Maria Spiss, dramaturgia Tomasz Kireńczuk, scenografia i kostiumy Łukasz Błażejewski, konsultacja muzyczna Marzena Ciuła, konsultacja choreograficzna Dominika Knapik, reżyseria świateł Marek Kutnik. Premiera 17.05.2008 r.