index.html

W pułapce formy

Teksty Gombrowicza są nie lada wyzwaniem nawet dla największych artystów teatru. Piotr Sieklucki, reżyserując “Trans-Atlantyk”, wykazał się niemałą odwagą, kpiąc słowami Gombrowicza z formy polskiej. A co najciekawsze i najważniejsze: znalazł ku temu swoją własną formę.

Trudność wystawiania Gombrowicza polega m.in. na tym, że odczytuje się go poprzez język. Dla specyficznego stylu, licznych nawiązań intertekstualnych oraz stylizacji trzeba znaleźć odpowiednią formę teatralną. Reżyser wydobył z utworu Gombrowicza jego szyderstwa i prowokacje. “Krytyk polskich narodowych kompleksów”, jak pisze o Gombrowiczu Sławomir Sierakowski, walczył z narodowymi stereotypami. Podobnie zdaje się czynić Sieklucki, jednak na nieco innych płaszczyznach. Stawia on na pastisz, przerysowanie, prowadzące niemal do groteski i jest w tym do końca konsekwentny.

Ciekawa jest obfita i wyzywająca scenografia Łukasza Błażejewskiego. Intensywne kolory, nagromadzenie rekwizytów, jasne, pulsujące światła od razu przenoszą nas do na wskroś współczesnego Buenos Aires. Podobnie jest ze strojami bohaterów. Gonzalo w swym homoseksualizmie jest ostentacyjny, prowokujący, wręcz bardzo stereotypowy, w krótkiej spódniczce i ze zniewieściałością ruchów i mowy. Ma się wrażenie, że Sieklucki walczy ze stereotypami na swoich własnych zasadach- stara się wyzwolić śmiech- w pełni autentyczny i oczyszczający.

Spektakl jest świetnie dopracowany i konsekwentny. Obie części zaczynają się od kilkuminutowych piosenek, choć są one zupełnie inne w stylu i wymowie. Pierwsza argentyńska pieśń skonfrontowana z piosenką śpiewaną przez roznegliżowanego Gonzala, bujającego się na huśtawce, ukazuje rozedrganie pomiędzy oczekiwaniami, stereotypami a rzeczywistością. Sieklucki zadbał także o płynność i tempo spektaklu. Nawet zmiana scenografii nie jest tu statyczna, traktować ją możemy jako osobne, dowcipne scenki, niczym średniowieczne intermedia. Na brawa zasługuje także aktorstwo, zwłaszcza Paweł Sanakiewicz w roli Gonzala i Maria Wójcikowska w roli Tomasza, choć nie było tu roli nieudanej. Troszkę mniejszą dozą indywidualności wykazał się Hubert Bronicki, lecz jego pozorna “nijakość” dobrze obrazuje rozdarcie pomiędzy synczyzną i ojczyzną, nowoczesnością i tradycją.

Sieklucki nie zlikwidował żadnego z istotnych fragmentów “Trans-Atlantyku”. Można to poczytywać za walor i umiejętność sprawnego operowania scenicznego, jednak niektóre sceny, nie wnosiły nic, prócz niebywałej plastyczności i efektu wizualnego. Zamknięcie głównego bohatera w małym pokoju ze współtowarzyszami i założenie mu ostrogi w powieści intrygowały, dawały wiele możliwości interpretacyjnych. W spektaklu jest to krótka scena, w dodatku bez konkretnego rozwikłania. Lecz może to także prowokacja Siekluckiego, brak rozwiązania, a raczej ukazanie nierozerwalnego związania z polskością czy formą?

Gombrowicz jest niezwykle trudnym artystą do wystawienia na deskach teatru, gdyż nie fabuła jest tu najważniejsza. Spektakl więc nie może być tylko jej ilustracją, lecz musi znaleźć swój własny język. Już sama próba zmierzenia się z “kipiącym stylem” pisarza i trudną do demaskacji prowokacją zasługuje na uznanie. Sam Gombrowicz pisał, że swą powieścią chciał “wyzwolić Polaka z Polski… sprawić, by Polak biernie nie poddawał się swej polskości, ale właśnie potraktował ją z góry”. Zatem byłby on z pewnością zadowolony ze spektaklu Siekluckiego.

Teatr im. Żeromskiego w Kielcach, Witold Gombrowicz, “Trans - Atlantyk, czyli antypolska robota”, adaptacja, reżyseria Piotr Sieklucki, scenografia i kostiumy Łukasz Błażejewski, opracowanie muzyczne Marzena Ciuła, ruch sceniczny Przemysław Śliwa,

Obsada: Gombrowicz - Hubert Bronicki, Cieciszowski - Marcin Brykczyński, Minister - Edward Janaszek, Ciumkała - Janusz Głogowski, Radca - Mirosław Bieliński, Pyckal - Dawid Żłobiński, Baron - Michał Węgrzyński, Gonzalo - Paweł Sanakiewicz, Tomasz - Maria Wójcikowska, Mistrz - Marcin Brykczyński, Ignacy - Cezary Nowak

Premiera: 27 marca 2008 r.

Magdalena Urbańska
Dziennik Teatralny Kraków
3 kwietnia 2008