index.html

Gombrowicz by się uśmiał


Kontrowersyjny i chyba wciąż nie do końca rozumiany pisarz. Powieść będąca prowokacją i kpiną, a przy tym głęboką analizą świata. „Trans – Atlantyk” Gombrowicza w teatrze, czyli o tym jak postawionej wysoko poprzeczce można z zwycięsko sprostać.

Gra zaczyna się już przed podniesieniem kurtyny. Sam Witold Gombrowicz (Hubert Bronicki) wychodzi się z nami przywitać i prosi o wyłączenie telefonów komórkowych. 22 sierpnia 1939 roku. Przenosimy się więc na statek, by przybyć do Argentyny. Słychać szum fal, a na brzegu rozbrzmiewa argentyński hymn. Scenografia, autorstwa Łukasza Błażejewskiego, bez zwątpienia zwraca naszą uwagę. Pasuje do klimatu gombrowiczowskiej parodii. Znajdujemy tu powiewające paski cienkiego, srebrnego papieru, stoły, krzesła pojawiające się w odpowiednich momentach sztuki, a także kiczowatą huśtawkę Gonzala oraz wielkie, tandetne, czerwone filary. Rekwizytów jest znacznie więcej, ale warto zwrócić uwagę, że zmiany dekoracji przeprowadzane są w sposób bezbolesny, a wielość nie przytłacza, wręcz pasuje idealnie do ukazanego świata.

Aktorzy wykorzystują dokładnie przestrzeń całej sceny, ale również wchodzą na widownię. Towarzyszą im ciekawe kostiumy, dopasowane odpowiednio do poszczególnych postaci. Minister (Edward Janaszek), Radca (Mirosław Bieliński), czy Baron (Michał Węgrzyński) noszą stroje stylizowane na szlacheckie. Dla kontrastu Gonzalo (Paweł Sanakiewicz) wygląda jak romantyk, elegancik, który w pewnym momencie pojawia się na scenie w stroju baletowym, pasuje to do jego homoseksualnych skłonności. Aktor zagarnął scenę dla siebie, jednocześnie oczarował publiczność i zostawił w tyle pozostałych, choć równie doskonałych aktorów. Postaci są w pasujący do kreowanej „formy” przerysowane. Muzyka stworzyła wspaniałe tło do wydarzeń. Choć czasem wybija się na plan pierwszy, zagłuszając Gombrowicza, to mimo wszystko powoduje, że dajemy się porwać, wchodzimy głęboko w przedstawiony absurd i Argentyna wydaje się być bliżej.

Reżyser Piotr Sieklucki zaprezentował nam „Trans – Atlantyk” od deski do deski. Nie podjął się próby „przetłumaczenia” Gombrowicza, nie skupił się na konkretnej analizie dzieła. Ale można zauważyć, że interpretacja odbywa się na poziomie scenografii, w doborowym towarzystwie barwnych reflektorów i muzyki. Wydarzenia następują po sobie zgodnie z porządkiem powieści. Podążamy za nimi z zaciekawieniem, ponieważ to Gombrowicz, a nie Sieklucki, intryguje. Choć aktorstwo jest na bardzo wysokim poziomie, to z przykrością można zauważyć, że postaciom brakuje czasem wnętrza, czegoś więcej niż efektu śmieszności wywoływanego tylko na poziomie tekstu bądź określonych zachowań bohaterów, bez wchodzenia w szczegóły. Dlatego w oczy rzuca się Gonzalo.

Gombrowicz powiedział, że „nikt nigdy nie wyreżyseruje jego dzieła, tak jakby to zrobił on sam”. Niestety nie będzie nam dane już tego doświadczyć, ale warto się mierzyć z pisarzem. Sieklucki zrobił to na całkiem przyzwoitym poziomie i pozostał wierny swoim utrzymaniu parodii do samego końca. Nie pogubił się w zaułkach prozy, utrzymał odpowiednią dynamikę spektaklu i co najważniejsze publiczność przyjęła ten „Trans – Atlantyk”. A to chyba niemały sukces.

Teatr im. Żeromskiego w Kielcach
Witold Gombrowicz
"Trans - Atlantyk czyli antypolska robota"
Adaptacja, reżyseria Piotr Sieklucki
Scenografia i kostiumy Łukasz Błażejewski
Opracowanie muzyczne Marzena Ciuła
Ruch sceniczny Przemysław Śliwa
Obsada: GOMBROWICZ - Hubert Bronicki, CIECISZOWSKI - Marcin Brykczyński, MINISTER - Edward Janaszek, CIUMKAŁA - Janusz Głogowski, RADCA - Mirosław Bieliński, PYCKAL - Dawid Żłobiński, BARON - Michał Węgrzyński, GONZALO - Paweł Sanakiewicz, TOMASZ - Maria Wójcikowska, MISTRZ - Marcin Brykczyński, IGNACY - Cezary Nowak

Premiera: 27 Marca 2008

Jagoda Tendera
Dziennik Teatralny - Kraków
7 kwietnia 2008