index.html

Ojczyznę ty Synczyzną zastąp

"A płyńcież wy, płyńcie rodacy do Narodu swego! (…) Płyńcież, płyńcież, żeby on wam ani żyć, ani Zdechnąć nie pozwalał, a na zawsze między bytem a niebytem trzymał!" Takie oto przekleństwo rzuca na Polaków Gombrowicz (Hubert Bronicki) klęczący na molo w Buenos Aires, gdy statek "MS Chrobry" odpływa do Europy. Potem wstaje z klęczek, ni to zadowolony, ni zawstydzony i odchodzi, rad pewnie, że udało mu się zrzucić jarzmo Polskości, że więcej już na tej obcej argentyńskiej ziemi nie będzie Polakiem, Synem swojego Narodu, ale Człowiekiem, Pisarzem, Sobą. Jakże naiwne są to nadzieje.

Okazuje się, że w stolicy Argentyny Polonia stanowi liczną grupę, a Gombrowicz wpada w jej krąg, który szybko wkręca go w swoje sprawy - począwszy od starego znajomego ziemianina Ciecieszowskiego, poprzez ministra-posła i jego oddanego radcę, prowadzących wspólne interesy Barona, Ciumkały i Pyckala, aż do emerytowanego wojskowego Tomasza i jego syna Ignasia. Polskość na obczyźnie jest jeszcze bardziej widoczna, a tym samym dla naszego Gombrowicza jeszcze bardziej obrzydliwa. Wplątany w awanturę pomiędzy Gonzalem a Tomaszem staje po stronie tradycji, Polskości i Ojczyzny. Wszystkie związane z tym kompleksy i lęki definiuje Gonzalo krzycząc mu w oczy: "Do diabła z ojcem i ojczyzną! Syn, syn, to mi dopiero rozumiem! A po co tobie Ojczyzna? Nie lepsza Synczyzna? Synczyzną ty Ojczyznę zastąp, to zobaczysz!"

Jednak Gombrowicz zostaje "upupiony" w polskiej rzeczywistości. On sam jest odbiciem, biernym przekaźnikiem polskości, polskich wad, zaściankowości i kompleksów. Ale, jak zauważa reżyser Piotr Sieklucki w pierwszej scenie, nie ma od tego odwrotu. Albo padnie na kolana przed Polską, albo stanie na baczność przed hymnem Argentyny. Stare znienawidzone bajoro, albo nowe, nieznane, ale przecież nie lepsze "ich błoto". Pragnienie wypłynięcia na szerokie wody, stania się wolnym człowiekiem, intelektualistą nieobciążonym polską zaściankowością jest niemożliwe do realizacji. W nowym kraju spotyka tych samych ludzi, wchodzi w te same układy, co więcej, jest z nich zadowolony. Przyjmuje pieniądze, układa spiski, miota się pomiędzy frakcjami mimowolnie stając w centrum wydarzeń.

Postać Gombrowicza grana przez Huberta Bronickiego w "Trans-Atlatyku" stała się najmniej widoczną wśród kolorowego korowodu Polonusów. Uśmiecha się niepewnie, ostrożnie i strachliwie wypowiada swoje opinie, jakby próbując odrzucić swoją Polskość niknie w oczach, traci oparcie i pewność siebie. Reszta emigrantów nie ma takiego problemu - szybko asymilują się w nowym środowisku, z którego lepią coś na kształt nowej Polski w skali mikro.

Niezapomnianą rolę stworzył Paweł Sankiewicz wcielając się w postać Gonazla. Sprawił on, że postać ta nabiera dodatkowych smaczków, Gonzalo choć jest "nie bykiem, ale krową" - jak mówi o nim Gombrowicz, to jako jedyny wśród mężczyzn posiada wszystkie atrybuty męskości: pieniądze, a przez to i władzę, i trofea w postaci dzieł sztuki i niezmąconą pewność siebie. Cóż z tego, że ubrany w spódniczkę czy boa z piór. Może osiągnąć wszystko, przekupić każdego, omamić Tomasza, zdobyć ukochanego kochanka.

Adaptacja "Trans-Atlantyku" jest ukłonem i hołdem w stronę Witolda Gombrowicza. Sam autor mówił, że nikt, prócz niego nie zdoła tego wyreżyserować. Nie mógł zobaczyć spektaklu Piotra Siekluckiego. Jest to "Trans-Atlantyk", który potrafi zaprzeć dech w piersiach, zadziwić pomysłami i precyzją wykonania. W każdej scenie odnaleźć można symetrię, porządek i dyscyplinę: czy to w ustawianiu się aktorów, czy w dekoracjach - symetrycznie ustawionych kolumnach, czy wreszcie w strukturze spektaklu - dwóch równych częściach, z których każda zaczyna się od pieśni. Spektakl jest dopracowany. Zamierzenia reżysera zostały zrealizowane w całości. Aktorzy świetnie oddają charakter granych przez siebie postaci, są autentyczni i przekonywujący. Spektakl dopełnia dekoracjia autorstwa Łukasza Błażejewskiego. W pierwszym akcie granatowa, jednolita przestrzeń jest rozświetlana jaskrawymi sprzętami. Pomarańczowa ława, żółty stół wyraźnie odcinają się od tej ciemnej przestrzeni, koncentrują wzrok widza na pierwszym planie. Natomiast w drugim akcie - w domu Gonzala - sceniczny przepych całkowicie dominuje na scenie.

Nadchodzi młodość. W Teatrze im. Żeromskiego dyrektor Piotr Szczerski daje młodym reżyserom prawo głosu. Dzięki temu można podziwiać na kieleckiej scenie spektakl tak znakomity i porywający jak "Trans-Atlantyk" Piotra Siekluckiego.

Teatr im. Żeromskiego w Kielcach
Witold Gombrowicz
"Trans - Atlantyk czyli antypolska robota"
Adaptacja, reżyseria Piotr Sieklucki
Scenografia i kostiumy Łukasz Błażejewski
Opracowanie muzyczne Marzena Ciuła
Ruch sceniczny Przemysław Śliwa

Obsada: GOMBROWICZ - Hubert Bronicki, CIECISZOWSKI - Marcin Brykczyński, MINISTER - Edward Janaszek, CIUMKAŁA - Janusz Głogowski, RADCA - Mirosław Bieliński, PYCKAL - Dawid Żłobiński, BARON - Michał Węgrzyński, GONZALO - Paweł Sanakiewicz, TOMASZ - Maria Wójcikowska, MISTRZ - Marcin Brykczyński, IGNACY - Cezary Nowak

Premiera: 27 marca 2008

Izabela Oleksik
Dziennik Teatrlany Kraków
10 kwietnia 2008