index.html

Waleriana do szampana

Sławomir Mrożek wyraził swoje szczere zadowolenie z faktu wystawienia w Kielcach jego "Wdów". Spektakl mu się podobał, a sądząc po śmiechach i brawach, publiczności też.

Pisząc "Wdowy" Mrożek odreagowywał własne spotkanie ze śmiercią. Rok po chorobie, która omal nie okazała się śmiertelną, odważył zmierzyć się z tym tematem w sposób dla siebie charakterystyczny - przez śmiech chciał uczynić śmierć bardziej ludzką, naturalną i nawet zabawną.

Udało mu się. Wdowy to raczej żart sceniczny niż sztuka, ale trafia do wyobraźni odbiorcy zaśmiewającego się, kiedy wdowa tuż po pogrzebie mówi z pretensją: A mąż nawet palcem nie ruszył, chociaż to jego pogrzeb!

Podobnie absurdalnych tekstów jest tu całe mnóstwo, rozmowa obu pań skrzy się od nich. Na dwóch słodkich idiotkach nie robi nawet wrażenia pojawienie się samej Śmierci. Ich zdaniem to po prostu rywalka, dzięki której mężowie "nie dość, że się pojedynkowali to jeszcze się pozabijali. Dlaczego oni mi to zrobili?" - pyta jedna z pań podsumowując zachowanie męża i kochanka. Marzena Ciuła i Aneta Wirzinkiewicz czują się w rolach wdów znakomicie. Partneruje im Jerzy Bończak w roli mistrza ceremonii, czyli kelnera, którego konszachty ze Śmiercią nie zostają do końca wyjaśnione. Aktor przyzwyczaił nas do bardzo ekspresyjnej gry, tym razem gra powściągliwie, a jego kelner jest bardzo przekonywujący. Nie przypomina złowrogiego czy demonicznego asystenta Śmierci, to raczej swój chłop, który chce pomóc klientom i nawet walerianę do szampana poda.

Niestety, nie do końca sprawdził się zamysł reżysera Piotra Szczerskiego by salę teatralną zmienić w knajpkę usadzając widzów i aktorów przy stolikach. Gdyby aktorzy byli wmieszani w tłum może dałoby to wrażenie współuczestnictwa. Aktorskie stoliki pozostawiono jednak na scenie a widzowie siedzący dalej, wyciągali szyje by zobaczyć cokolwiek i czuli się jakby słuchali radia. A nie o to w teatrze chodzi. Dla nich tajemnicą pozostało jak umarł mężczyzna grany przez Szczerskiego i tylko ze śmiechów siedzących bliżej domyślali się, że wdowy walczą ze sobą zajadając ciastka i robią to w zabawny sposób.

Siedzący z tyłu mieli za to bliski kontakt ze Śmiercią podziwiając pełną powabu i tajemniczości Joannę Kasperek sunącą między widzami. Z taką Śmiercią wielu panów chętnie poszłoby w tan.

Sam mistrz Sławomir Mrożek, obecny na premierze był z przedstawienia swojej sztuki bardzo zadowolony. Pogratulował aktorom i reżyserowi, i dodał: A ponieważ zawsze mówię szczerze nic więcej nie powiem.

Lidia Cichocka