index.html

Igraszki ze Śmiercią

Śmierć jest tak oczywista, tak naturalna i nieprzewidywalna, jak to, że dziś będzie słonecznie a jutro może padać deszcz, że dziś mam pieniądze a jutro mogę nie mieć nic. Podobno właśnie dlatego dawniej ludzie się jej nie bali, a i w innych miejscach Europy i na świecie do dziś nie drżą tak przed nią, jak my - Europejczycy. Podobno to nasze okrutne wojny religijne, reformacja i kontrreformacja - straszenie się nawzajem wiecznym potępieniem są przyczyną tego archetypicznego już lęku przed kostuchą. Lęk sprzed kilkuset lat zadomowił się w naszych umysłach i postawach, wystarczy rozejrzeć się dokoła - twierdzi Sławomir Mrożek obecny na premierze swej czarnej komedii "Wdowy" w Teatrze imienia Stefana Żeromskiego w Kielcach.

Reżyser i autor inscenizacji - Piotr Szczerski - nazwał "Wdowy" komedią egzystencjalną, co zakłada grę podwójną: widz ma się śmiać i jednocześnie pomyśleć co nieco o swojej bądź świata egzystencji. Dziwna to komedia, bo jakby posklejana ze skeczy niezbyt wysokich lotów, oparta na farsowym wręcz mechanizmie prostych pomyłek, gdy widz wie już, czym się wszystko skończy, a sceniczne postaci jeszcze nie. Widzowie zasiadają przy stolikach kawiarni o czarnym wystroju umieszczonej na podeście zbudowanym nad widownią. Tym razem scena bez żadnych dekoracji jest nieco niżej. Widzowie i aktorzy znajdują się więc w jednej przestrzeni - czarnej i pustej - to pierwszy znak interpretacji, jak ktoś chce się oczywiście bawić w odczytywanie głębszych znaczeń tej komedii. Znaków jest więcej - centralny stolik, przy którym lepiej nie siadać, wdowy siedzące daleko od niego i mężczyźni robiący wszystko, by właśnie był ich miejscem. Kobiety nazywają Śmierć ździrą, dla której ich mężowie zdradzili swoje żony i kochanki, zaś mężczyźni rzeczywiście kokietują Czarną Damę i robią wszystko, by znaleźć się w jej objęciach. Tyle całej interpretacji.

Sławomir Mrożek pochwalił po premierze grę aktorów - słusznie - bo stworzyli kreacje barwne na czarnym tle sceny. Tytułowe wdowy - Marzena Ciuła i Aneta Wirzinkiewicz doskonale się uzupełniają, prowadzą iście komediowy dialog. Także każda z ról męskich ma wypracowaną własną komediową oryginalność - Piotr Szczerski jako "twardy melancholik" - Mirosław Bieliński jako "miękki twardziel" i Jerzy Bończak - tajemniczy Kelner - asystent Śmierci świetnie odgrywają nasze przywiązanie do wyobrażeń o świecie w jakim żyjemy. I wreszcie Śmierć - niema rola Joanny Kasperek - niema, ale jaka! Aktorka przechodzi między widzami i robi się chłodno a gdy siedzi przy centralnym stoliku i gestem dłoni w powabnej rękawiczce, co układa się na kształt węża, kusi mężczyzn - toż to przecież samo życie.

Widzowie powinni być zadowoleni, mają w kieleckiej inscenizacji "Wdów" wszystko, co przeciętnemu inteligentowi potrzeba: trochę śmiechu i zabawy, trochę kwestii i obrazów do przemyśleń, a wszystko w formie krótkiego spektaklu.

Ryszard Koziej
Radio Kielce S.A.
emisja w programie "Rezonans" - 01.10.2007 r.