Pisali o nas




Bardzo się cieszę z nagrody i z udanego występu, chociaż miałam ogromną tremę - przyznaje uradowana aktorka prezentująca statuetkę Loża 2008


Prezentacja

Marzena Ciuła
Aktorka i wokalistka, jest absolwentką Wydziału Wokalnego Szkoły Muzycznej II stopnia w Krakowie oraz absolwentką Wydziału Aktorskiego PWST w Krakowie, który ukończyła w 2006 roku. Aktorka Teatru im. S. Żeromskiego w Kielcach, związana również z Teatrem Nowym w Krakowie oraz Teatrem "Za Lustrem" w Tarnowskich Górach. Obdarzona ciekawym głosem, laureatka Małopolskiego Festiwalu Wokalistów Jazzowych Zabierzów '98 - III miejsce, współpracuje z grupą estradową Taberna Libra.

Na scenie w Kielcach zadebiutowała rolą Dziwki w "Pijanym na cmentarzu" wg prozy Marka Hłaski, w reżyserii Piotra Siekluckiego.


Najlepsza debiutantka

Najlepszą debiutantką sceny poza Krakowem, zdaniem Małopolskiego Oddziału Związku Artystów Scen Polskich i Klubu Aktora LOŻA jest Marzeny Ciuły.

Krakowskich kolegów ujęła kreacjami stworzonymi w "Historiach Petra Zelenki" oraz w "Pijanym, na cmentarzu" wystawionym w Kielcach.

- Jestem bardzo szczęśliwa, to takie wspaniałe potwierdzenie, że to co robię ma sens i warto dalej pracować - mówi Marzena Ciuła. I przyznaje, że w dniu wręczenia nagrody była bardzo zdenerwowana.

W czasie wieczoru miała zaśpiewać kilka piosenek ze spektaklu poświęconego Zarah Leander, aktorce, gwieździe hitlerowskich Niemiec. - Ponieważ tego samego wieczoru wręczano nagrodę Danucie Michałowskiej obchodzącej 85 urodziny pojawiły się głosy, że taki repertuar może być odebrany bardzo źle. Niemieckie piosenki i to z okresu II wojny światowej mogą wywołać wiele negatywnych skojarzeń.

Marzena Ciuła była bardzo zdenerwowana, okazało się jednak, że zupełnie niepotrzebnie. Jej występ został bardzo ciepło przyjęty, nagrodzony brawami a nestorka, Danuta Michałowska wyznała, że była wielbicielką talentu Zarah i z ogromną przyjemnością przypomniała sobie niektóre z jej piosenek.

Marzena Ciuła w kieleckim teatrze pracuje od niespełna roku. Zagrała w Pijanym na cmentarzu, Wdowach, Bolerze a także w Trans-Atlantyku. Jak twierdzi za Krakowem nie tęskni, w Kielcach czuje się bardzo dobrze, świetnie jej się pracuje w tak dobrym zespole.

Ciepłe przyjęcie jej występu zachęciło ją do myślenia i szukania propozycji w której będzie mogła więcej śpiewać. Nie wiadomo jeszcze co to będzie, ale aktorka obiecuje przygotować coś dla kieleckich widzów.

W ubiegłym sezonie laureatką LOŻY 2007 została również aktorka kieleckiej sceny - Aneta Wirzinkiewicz.

Lidia Cichocka






90-lecie Związku Artystów Scen Polskich

Laury i twarze uczciwych obłudników

ZASP, Oddział w Krakowie, zaprasza 31 marca do Klubu Aktora "Loża" na spotkanie z okazji przypadającego cztery dni wcześniej Międzynarodowego Dnia Teatru. A rok to dla Związku Artystów Scen Polskich jubileuszowy, 90-lecia powstania.

Będzie w ramach obchodów święta i inny akcent jubileuszowy, związany z 85. urodzinami prof. Danuty Michałowskiej. Ogłoszona zostanie oficjalnie decyzja Rady Miasta Krakowa, na wniosek krakowskiego ZASP, o przyznaniu znakomitej aktorce (Teatr Rapsodyczny, Stary Teatr, Teatr Godziny Słowa), pedagogowi, a w latach 1981-1984 rektorowi krakowskiej PWST, tytułu Honorowego Obywatela Miasta Krakowa. Będzie Danuta Michałowska drugim, po Ludwiku Solskim, tak uhonorowanym aktorem. Uroczyste wręczenie nagrody odbędzie się w kwietniu podczas sesji Rady Miasta.

Po raz drugi też zostanie wręczona Nagroda "Loża 2008", ustanowiona przez przewodniczącą Zarządu Oddziału Lidię Bogacz-Popiel dla najbardziej obiecującego młodego aktora spoza Krakowa, a grającego na scenach pozostających w gestii krakowskiego ZASP-u (Kielce, Rzeszów, Tarnów). Odbierze ją Marzena Ciuła z Teatru im. S. Żeromskiego w Kielcach, absolwentka krakowskiej PWST z 2006 r., aktorka związana również z krakowskim Teatrem Nowym ("Historie Petra Zelenki").

Lidia Bogaczówna ogłosi też laureatów swej Nagrody Syzyfa - dla tych, którzy ciężko i bezinteresownie pracują dla środowiska. Odbiorą ją, jak i rok temu: Barbara Stesłowicz, Irena Wollen, Marta Bizoń, wyróżnione po raz pierwszy zostaną Jadwiga Lesiak i Barbara Szałapak.

Ponadto, począwszy od 7 kwietnia o godz. 19, a potem w każdy pierwszy poniedziałek miesiąca w Klubie "Loża", będą filmy telewizyjne z cykli "Twarze teatru" i "Portrety" w reż. Krzysztofa Miklaszewskiego i Ireny Wollen, zrealizowane w latach 70. i 80. w Krakowskim Ośrodku TVP.

Dodajmy, że w ramach 90-lecia ZASP-u 19 listopada na Wydziale Polonistyki UJ - Katedra Teatru odbędzie się sesja naukowa "ZASP dawniej i dziś", przygotowana pod opieką prof. Jacka Popiela i prof. Jana Michalika.

Miesiąc później krakowski oddział ZASP zaprosi na koncert pod hasłem: "Aktor - jedyny uczciwy obłudnik". (WAK)

DZIENNIK POLSKI, 18 marca 2008







Ojciec i syn, dyrektor teatru im. S. Żeromskiego w Kielcach Piotr Szczerski i Łukasz Ripper, 31 letni syn dyrektora.

Ojciec artysta i syn trochę odjechany

- Nie chciałem by wszyscy wiedzieli, że Łukasz Ripper to mój syn - mówi Piotr Szczerski, dyrektor teatru im. S. Żeromskiego, gdzie niedawno wystawiono sztukę Łukasza.- Chciałem by oceniano jego pracę bez łączenia go z moją osobą.

Uniknąć tego jednak się nie da. Już sama wiadomość, że dyrektor ma syna dla wielu osób była zaskoczeniem. Łukasz nosi nazwisko matki. - To fascynacja z okresu studiów - określa związek z Jadwigą Ripper Piotr Szczerski. Wychowywaniem syna zajął się gdy ten miał 6 lat.- Jego mama, co rzadko zdarza się paniom samotnie wychowującym dziecko, nie budowała negatywne nastawienia do ojca - podkreśla. - To zaprocentowało i nasze relacje mogły być tak dobre.

Ojciec zabierał syna na mecze piłki nożnej, do kina i teatru. Łukasz był bardzo pilnym obserwatorem tego, co działo się w studenckim Teatrze 38, podobało mu się środowisko teatralne więc jego późniejsze zainteresowanie pisaniem można uznać za naturalne. Chociaż jeszcze kilka lat temu nic nie wskazywało, że Łukasz, którego kształtowali także koledzy z ulicy zainteresuje się dramatopisaniem.

- Ulica Wrzesińska w Krakowie to miejsce w którym koledzy nie namawiają do nauki a wręcz odwrotnie - opowiada Piotr Szczerski.- Łukasz był buntownikiem o anarchistycznych przekonaniach, zdecydowanym punkiem.

Za swoje przekonania, wygląd nieraz oberwał od skinheadów, ale przekonań nie zmienił. Buntował się przeciwko wszystkiemu, także nauce.

- Przez pewien czas uczyłem w krakowskim liceum i sprawiłem, że Łukasza tam przyjęto. Ale po pół roku on sam zrezygnował. Powiedział, że to nie jest świat dla niego.

Liceum zawalił, chodził do szkoły zawodowej. Maturę zrobił kiedy sam uznał, że jest mu to potrzebne, miał ponad 20 lat. - Nie naciskaliśmy na niego - przyznaje ojciec. - Raczej czekaliśmy aż sam dorośnie i dobrze robiliśmy, bo Łukasz wyrósł na człowieka myślącego.

Łukasz imał się różnych zajęć: rozwoził pizzę, roznosił ulotki, zakosztował polskiego kapitalizmu i zrozumiał, że bez wysokich kwalifikacji i układów nie ma tu czego szukać. Trzy lata temu wyjechał do Szkocji i tam przekonał się, że łatwego chleba nie ma nigdzie.

By zarobić na jedzenie i mieszkanie przerzucał tony ziemniaków, ale w przeciwieństwie do kolegów - ponieważ sam tego chciał - przyjął, że jest na obozie kondycyjnym. Gdy oni klęli na los, on odkreślał kolejny przećwiczony dzień. Teraz pracuje jako operator wózka widłowego. Szkocja go wzmocniła - uważa ojciec

- Kiedy dowiedziałem się że syn pisze? - Szczerski zastanawia się nad odpowiedzią. - Zorientowałem się po jego SMS-ach. Żałuję, że je kasowałem, bo to był fantastyczny rodzaj dziennika emigranta - dobry językowo, egzystencjalny dokument.

Łukasz pisał dużo: wiersze, powieść i sztukę. Przysyłał je tacie a ten czytał i ...- Razem z kierownikiem literackim Jurkiem Sitarzem uznaliśmy, że sztuka o emigrantach na wyspach brytyjskich jest dobra. Oddałem ja agencji Adit i stamtąd trafiła na festiwal Raport w Gdańsku. Pokonała ponad 200 innych sztuk młodych dramaturgów i z 30 innych zakwalifikowała się do finału.

W czasie Dni Kielc jej fragmentów mogli słuchać kielczanie. Publiczność, która zgodnie z planem brała udział w próbie czytanej, miała posłuchać 5 - 10 minut i wyjść, robiąc miejsce następnym, nie chciała jednak opuścić sali. "Zabić superwajzora jak czternaście tysięcy kurczaków" spodobała się bardzo i czytano ją do północy.

To aktorzy biorący udział w czytaniu zaproponowali by sztukę wystawić.

- Łukasz był tym zdumiony - mówi Szczerski zaprzeczając. - To nie z miłości ojcowskiej zdecydowałem się ją wystawić. To jest naprawdę dobry, aktualny tekst o polskiej emigracji.

Łukasz nie przyjechał na premierę do Kielc, chociaż bardzo ją przeżywał. - Przygotowywałem go wcześniej na krytykę, bo młodzi ludzie, pamiętam jak to było ze mną, nastawieni są wyłącznie na sukces. Łukasz bardzo przeżywał każde zdanie napisane na temat "Zabić superwajzora". Także dlatego nie chciałem by przed premierą było wiadomo, że to mój syn. Chciałem by zaistniał sam, by chociaż przez pół roku oceniano go dla niego samego nie łącząc nas razem, chociaż wiem, że w kieleckim środowisku lubią takie towarzyskie sensacje.

Na premierze była mama Łukasza, Jadwiga. Wzruszona i dumna, chyba nie bardzo mogąca uwierzyć w to, że jej syn napisał sztukę, którą wystawiono w zawodowym teatrze.

Łukasz swoją sztukę zobaczy dopiero w czerwcu. Praktycznie już podjął decyzję o opuszczeniu Szkocji, chociaż jeszcze nie wie czy zostanie w Polsce czy będzie szukał dalej. Bo to, że ciągle szuka swego miejsca w życiu dla ojca jest pewne. Nadal pisze. - Wczoraj dostałem od niego SMSa, że zaczął kolejną sztukę - mówi ojciec. Łukasz jest 31 letnim mężczyzną, trochę odjechanym, szalenie niekonwencjonalnym. Teraz bardzo dużo czyta nadrabiając braki z młodości. Ma kilka funtów na koncie, ale żyje: chodzi od teatru, był na festiwalu w Edynburgu. Teraz jesteśmy codziennie w kontakcie i czekam co postanowi. A wczoraj powiedział mi: Ja mam brudny życiorys i z niego czerpię, i to jest moja siła.

Lidia Cichocka, Echo Dnia, 28 marca 2008








"Trans-Atlantyk" od tego weekendu można oglądać na deskach kieleckiego teatru.

"Trans-Atlantyk" w kieleckim teatrze

Prowokacja Gombrowicza

"Trans-Atlantyk" to jedyny w swoim rodzaju utwór-wyzwanie, utwór-prowokacja, kapitalna rozprawa Gombrowicza z polskością.

W przeddzień wybuchu II wojny światowej z Gdyni do Argentyny wyruszył transatlantyk "Chrobry". Na jego pokładzie znajdował się Witold Gombrowicz. Do kraju już nigdy nie wrócił. Pierwsze dni pobytu w Buenos Aires, spędzone głównie wśród polskich emigrantów, opisał w powieści "Trans-Atlantyk".

Powieść dla potrzeb kieleckiej sceny zaadaptował Piotr Sieklucki zafascynowany utworem, w którym "nic nie trzyma się kupy", gdzie dominuje bełkot i chaos. Bo tak autor postrzega polskie życie na emigracji: pełne intryg, zawiści, durnych mrzonek. Gombrowicz szydzi z naszych narodowych cech, patriotyzmu, katolickości, które są wspólne wszystkim Polakom. Druga strona w niczym nie jest lepsza. Zepsuty bogacz Gonzalo (Paweł Sanakiewicz) dybiący na cnotę polskiego młodzieńca, syna polskiego oficera, to zdaniem Siekluckiego sam Gombrowicz: deprawator, pozer, arogant i lubieżnik.

Trans-Atlantyk dzięki genialnemu humorowi i wspaniałemu językowi wzbudzał zachwyt wielu osób, ale nie byłego ministra Romana Giertycha, który dostrzegł w nim zamach na Polskę, zachęcanie do homoseksualizmu i nakazał usunąć z listy lektur szkolnych. Czy miał rację można się przekonać oglądając sztukę w kieleckim teatrze.

/Lid/ Echo Dnia, 28 marca

Spektakl "Trans-Atlantyk" według Witolda Gombrowicza można zobaczyć w Teatrze imienia Stefana Żeromskiego w piątek, 28 marca o godzinie 19.







Piotr Sieklucki: Teatr powinien prowokować

Rozmawiała Monika Rosmanowska

- Chciałbym, aby w Polsce publiczność reagowała bardziej żywiołowo, żeby widz, mówił "k..., co to jest" i wychodził ze spektaklu - mówi reżyser i aktor Piotr Sieklucki, który współpracuje z kieleckim Teatrem im. Żeromskiego.

Jaka jest dzisiejsza scena i dlaczego tak mało słychać o kieleckim teatrze, zapytaliśmy go w Międzynarodowy Dzień Teatru.

Rozmowa z Piotrem Siekluckim*

Monika Rosmanowska: Jaki jest dzisiejszy teatr?

Piotr Sieklucki: Przede wszystkim bardzo nierówny, niekonsekwentny, ale równocześnie zróżnicowany. Można też powiedzieć, że zrobił nam się teatr gwiazdorski, szczególnie jeżeli chodzi o reżyserów. Teraz w teatrze bardzo ważne jest, żeby przyjechał znany krytyk. I ten człowiek słusznie lub niesłusznie może zrobić z kogoś czołowego polskiego reżysera. Krytycy kreują scenę, gwiazdy. Tymczasem znam ciekawszych reżyserów od np. Michała Zadary, który jest teraz na topie, choć notabene bardzo go lubię.

A czego oczekuje widz?

- Teraz jest moda na teatr polityczny, co szczególnie widoczne było przy rządach Kaczyńskiego. Za czasów IV RP teatr bardzo się rozwinął. Stał się bogaty, a przez to interesujący. Ktoś może powiedzieć, że teatr powinien być ponadczasowy, że powinien trzymać się z dala od polityki, ale mnie podoba się teatr aktualny, który mówi o tym, co jest teraz. Może być nawet jednodniowy. To jest ciekawsze od kolejnej premiery "Dziadów". Krzysztof Warlikowski np. rzucił zupełnie inne światło na Hamleta, z którego zrobił homoseksualistę. Ten reżyser wciąż eksperymentuje i nie boi się, że go wygwiżdżą w Paryżu, że go obrzucą ogryzkami. Szkoda, że polska publiczność tak nie reaguje.

Pan chciałby dostać ogryzkiem?

- Oczywiście że nie, to jest trauma dla twórcy. Ale brakuje mi tej żywiołowości. Gdyby widz powiedział "k..., co to jest" i wyszedł ze spektaklu, to byłby to dla mnie jakiś sygnał. Najgorsze jest to, gdy ludzie wychodzą z premiery, mówią, że owszem, ciekawe, przegryzają to serem, popiją lampką wina, idą do domu i nie wiedzą, o co w spektaklu chodziło.

W którą stronę powinna zmierzać polska i kielecka scena? Tradycyjną czy poszukująca nowych środków wyrazu? Osadzoną w eleganckiej sali czy np. na dworcu?

- Teatry na pewno powinny szukać nowych środków. Multimedia, projekcje powoli już odchodzą do lamusa. Zastępuje się je czymś innym. Dobrze też jeżeli teatr wychodzi ze swojego budynku, szuka innej przestrzeni i wystawia spektakle na dworcu, w hali, gdziekolwiek.

Dlaczego kielecki teatr nie istnieje w Polsce?

- Trudno powiedzieć, bo nie prowadzę tego teatru. Dobrze, że teraz otwiera się na młodych. Dyrektor Piotr Szczerski szuka i to jest fajne. Wkrótce nad kolejną sztuką będzie pracowała Maria Spiss, ciekawa reżyserka proponująca inny teatr. Może łatwiej, gdy robi się teatr skandalu? Wtedy jest zauważalny. Tylko jak w takiej placówce dopuścić do skandalu? Jeżeli mam teatr prywatny, to mogę u siebie zrobić wszystko. Mogę się ukrzyżować nago i odprawiać godzinki. Przyjdą protestować, zrobi się głośno. Ale gdybym był uzależniony od marszałka, prezydenta, jak jest w Kielcach, to pewnie bałbym się coś takiego zrobić.

* Piotr Sieklucki jest absolwentem krakowskiej PWST. Aktor i reżyser. Prowadzi Teatr Nowy w Krakowie, od dwóch lat współpracuje z kieleckim Teatrem im. Żeromskiego