Powrót do Polski Ludowej

Nikt z nas nie chce powrotu do tamtych czasów. Mało kto chce wracać do powojennej Polski Ludowej nawet w myślach czy wspomnieniach. Dla Jana Krzysztofczyka - autora "Kłopotu Pana Boga", premierowej sztuki w Teatrze im. S. Żeromskiego - ten powrót oznaczał zetknięcie się z mrokiem stalinowskiego terroru. Ale dzięki jego odwadze i wysiłkowi powstał jeden z ważniejszych spektakli wystawianych na kieleckiej scenie.

Krzysztofczyk spędził nad tekstem pięć lat, bo stworzenie historii Stefana - żołnierza Armii Krajowej, który po wojnie pracował w wojewódzkim urzędzie bezpieczeństwa i walczył w konspiracji - nie było łatwe.

Postać głównego bohatera jest oparta na losach ojca pisarza, którego zgładziła machina stalinowskiego terroru na przełomie lat 40. i 50.

Stefana (debiutujący na kieleckiej scenie Hubert Bronicki) poznajemy, gdy zjawia się w rodzinnym domu po tym, jak zastrzelił dwóch "ubowców", którzy chcieli zgwałcić kobietę. Musi się ukrywać, ale wkrótce okazuje się, że nie tylko przed UB, ale też przed dawnymi kolegami z AK, którzy chcą dopaść zdrajcę. Wyrusza w Polskę. Poznaje Basię (Justyna Sieniawska), córkę młynarza studiującą w Warszawie.

Dalej akcja toczy się dość zaskakująco. Syn młynarza Rysiek (Paweł Kumięga) to ubek, tyle że prawdziwy i oddany sprawie. Gdy przyjeżdża do rodzinnego domu z dwoma kolegami po fachu, dochodzi do tragedii. Stefan zabija jednego z pijanych ubeków, bo przy stole przechwalał się
w wymyślaniu tortur dla więźniów. Znowu musi uciekać, trafia do Warszawy, za nim jedzie Basia, która się w nim zakochuje.

Klamra wokół Stefana zaciska się. Z jednej strony ubecy, z drugiej po piętach zaczynają mu deptać wysłannicy AK. Stefan dobrze wie, że zaszedł za daleko, że przeznaczona mu jest śmierć.

Spektakl utrzymany jest w dobrym tempie, może w drugiej części na kilka chwil jest ono niepotrzebnie zwolnione. Hubert Bronicki jako Stefan zmierzył się z nie lada zadaniem, z którego wyszedł zwycięsko. Doświadczeni aktorzy nie zawiedli - Krzysztof Wieczorek (ojciec Stefana) w popisowej roli, a i Joanna Kasperek jako żona Młynarza była jak zawsze wyrazista. Całość dopełnia niezwykła scenografia Jana Polewki i podkreślająca atmosferę muzyka Jana Kantego Pawluśkiewicza.

Paweł Słupski, GAZETA WYBORCZA Kielce, 29 marca 2006