Leczenie kompleksów w kieleckim teatrze

 

          Jeśli uważacie, że my Polacy jesteśmy straszni, ksenofobiczni, zakłamani, zachłanni, że jesteśmy wstrętnymi idiotami, to idźcie na najnowszą sztukę do teatru Żeromskiego.
 Tam przekonacie się, że są w Europie gorsi. Przywary swych rodaków opisał Austriak Herbert Berger a Piotr Sieklucki pięć jego jednoaktówek połączył w spektakl "Nocą na pewnym osiedlu" stwarzając przerażający obraz strasznych mieszczan.
 Jak w sitcomie oglądamy na scenie mieszkania-klatki (brawo dla scenografii Łukasza Błażejewskiego), w których żyją pary o jakich nawet Mrożkowi się nie śniło.  Jest więc para emigrantów, która opiekuje się starszą panią, a gdy ta umiera postanawia na niej zarobić ("Nie strój zdobi nieboszczyka"). Pod wpływem Moniki (cyniczna, odpychająca i pełna seksu Beata Pszeniczna) jej chłopak Kurt zgadza się przebrać za staruszkę i inkasować czeki (doskonały Janusz Głogowski). To ich obecność tak drażni sąsiadów, Lucy i Otta, typowych bawarczyków ("Podsłuch"). Ich zdaniem emigranci muszą być terrorystami, złodziejami lub mordercami. Ta para wyzywająca siebie nawzajem od tempaków i idiotów, czytająca sklepowe reklamówki koncentruje się na podsłuchiwaniu innych. Zarówno Paweł Sanakiewicz jak i partnerująca mu Marzena Ciuła (oboje świetni) mimo, że w bawarskich strojach, do złudzenia przypominają postacie znane z naszych Kiepskich. Chociaż najmniej szkodliwi z całej menażerii są najbardziej przerażający. Bo chociaż wszystko o wszystkich wiedzą w nic wtrącać się nie będą.
 Parter koszmarnego domu zamieszkują kolejne eksponaty: para pedofilów i kanibali zarazem (rewelacyjny Mirosław Bieliński i jakby przeniesiona ze Szreka - postać Wróżki, Beata Wojciechowska. Czarny humor podoba się publiczności, bo gdy Resi wyznaje, że krytykowała palenie ich podopiecznego Wolfiego, to nie z powodu troski o jego zdrowie tylko dlatego, że nikotyna zmienia smak. A mówi to, gdy oboje pałaszują krwiste kotlety z tegoż Wolfiego. Widzowie muszą się też przygotować na mocne wrażenia, bo w " Gdy ptaszek wypada z gniazda" na scenie pokazuje się w całej krasie debiutujący w Kielcach młody aktor Wojciech Niemczyk.  W stroju z porno shopu, z pejczem w ręku włada przez chwilę światem.
 Największym wrogiem Hermana i Resi są ONI grani przez Edwarda Janaszka i Teresę Bielińską (kolejne aktorskie popisy), zadufani w sobie idioci )"Tam gdzie kląska wilga"). To jego usłyszane słowo dupek, a pada ono często i z różnych stron, doprowadza do szewskiej pasji. On jest żywcem wyjęty z  nazistowskich reklamówek - piewca tężyzny fizycznej, zakompleksiony, latający z siekierą furiat.
Wszystkie te pary oraz listonosza, który jest spoiwem i narratorem sygnalizującym upływ czasu łączy wspólny wróg - podglądacz (Marcin Brykczyński). Nie pomoże mu zdradzenie tajemnicy sąsiada, zginie utopiony w tym strasznym bagnie, bo przecież wie wszystko o wszystkich.
 W tej plejadzie postaci nie ma nikogo pozytywnego. Dostaje się także widzom. Bo w finale Otto odkrywa kolejnych podglądaczy, tym razem siedzących na widowni. Jego gorzki monolog z wieloma obraźliwymi słowami widzowie przyjmują oklaskami. Czyżby zgadzali się z tym co mówi?
Reżyser Piotr Sieklucki podobnie jak autor tych historii uważa, że najlepszym sposobem walki z takimi cechami i zjawiskami jest śmiech. Wbrew pozorom nie ma go w czasie spektaklu "Nocą na pewnym osiedlu" wiele. Czasami szokuje  trywialność skojarzeń, bo bawarski humor jest rodem z Kiepskich czy też Kiepscy są prostym nawiązaniem do bawarskiego humoru. Obraz jest jednak tak przerażający, że nie pozostaje nic innego jak tylko się  cieszyć, że to jednak nie u nas.


Lidia Cichocka. Echo Dnia