Radiotaxi, wiejmy stąd
Wędrówki z Pinterem po współczesnej polityce.
Zaczyna się na liszajowatym podwórku teatru, za solidnie kutą bramą z ozdobnym napisem "Harold Pinter" od frontu. Widzowie podzieleni na grupy wędrują zapyziałymi schodami w różne zakamarki, by oddzielnie oglądać trzy miniatury angielskiego noblisty i zejść się na widowni przy czwartej. Bez owej podpórkowej włóczęgi po teatrze byłoby cienko: te późne drobiazgi Pintera nie dorównują dramaturgicznym osiągnięciom jego młodości. To sceniczne wizerunki nagiej opresji: jakiś śledczy znęca się nad opozycjonistą i jego rodziną, strażnicy nad ludnością okupowanego kraju. Portrety celne, przejmujące... acz w szlachetnej oczywistości dość jałowe (jeśli ktoś , rzeczjasna, nie ma już ochoty smagać Busha za Guantanamo i Abu Ghraib; Pinter, jak wiadomo, czyni to, gdzie może, choć tu akurat nie szło o Irak).
Najciekawsza miniatura jest najbardziej odlotowa. Londyński taksówkarz zrywa się z uwięzi centrali, sprawia wrażenie, jakby rozmyło mu się miasto (łącznie z tak niewzruszonymi punktami jak dworzec Victoria), coś wspomina o dziewczynie w samochodzie - i nagle także jego dyspozytor czuje nieprzepartą chęć ciepnięcia w diabły stanowiskiem dowodzenia. Ta anarchizująca scenka jest jednak bardziej radiowa niż teatralna i ginie wśród sekwencji widowiskowo sprawniejszych, choć tak słusznych, że w końcu nieznośnych.
"Nowy ład świata" Harolda Pintera, przekład Bolesław Taborski, reżyseria i przestrzeń sceniczna Piotr Szczerski, scenografia Jerzy Sitarz.
Jacek Sieradzki,
"Przekrój" nr 9/3219 1 marca 2007.

