Trudne pytania
Najnowsza premiera w kieleckim teatrze, "Zabawy na podwórku" Edny Mezya, porusza, tak często powracający w ostatnim czasie, problem przemocy i agresji wśród młodych ludzi. Autorka, opierając się na faktach - gwałcie dokonanym na kilkunastoletniej dziewczynie z kibucu Shomrat, przedstawia wydarzenia w dwóch planach czasowych. Na zmianę oglądamy to, co dzieje się na podwórku i późniejszy finał na sali sądowej.
Widownia jest jednocześnie świadkiem wydarzeń rozegranych między piątką młodych ludzi, ale też uczestniczy w procesie rozstrzygającym o winie i karze. Wręcz stanowi sąd, do którego odwołują się adwokaci i prokurator. Podobnie aktorzy, odtwarzają podwójne role. Grają postaci młodych ludzi z podwórka, ale też swoich obrońców w późniejszym procesie. Cały problem do rozstrzygnięcia, kto zawinił, kto sprowokował i wywołał zło, skąd się ono bierze, jak powstaje, autorka pozostawia widzowi. To on, mimo wydanego wyroku, ma ocenić, po czyjej stronie jest racja. Pani Prokurator, czy Obrońców? Stanąć po stronie zgwałconej czy gwałcicieli? Był przecież bezpośrednim świadkiem zarówno tego, co się działo w czasie spotkania na podwórku jak i w sądzie. Zna jedno i drugie wręcz z autopsji.
W kieleckim przedstawieniu podwórko, na którym rozgrywa się akcja dramatu jest miejscem dość obskurnym i klaustrofobicznym. Brązowo-brudne ściany, uschnięte drzewo, zardzewiała rynna, mało światła i niewiele miejsca. To robi przytłaczające wrażenie. Świadczy o tym, że pobliscy mieszkańcy nie należą do uprzywilejowanych. Młodzi chłopcy, którzy tu spędzają czas też na takich wyglądają. Wszyscy w podobnych szarych ubraniach. Z wyglądu i zachowania przypominają zwykłych "dresiarzy". Jedyna w tym towarzystwie dziewczyna jest trochę inna. Jej zachowanie, sposób mówienia i poruszania się jednoznacznie wywołują skojarzenie z osobą psychicznie trochę ograniczoną. Okazuje się, że to wynik samotności, braku dobrych kontaktów ze szkolnymi koleżankami, izolacja, tęsknota za uczuciem. Dlatego tak chętnie przystaje na, rzuconą zupełnie niezobowiązująco przez jednego z chłopców, propozycje spędzenia wspólnie czasu. Dla niego to tylko zabawa i prowokacja, dla niej coś o wiele ważniejszego.
Grająca tę rolę Aneta Wirzinkiewicz tak właśnie buduje postać. Nie jest zalotna ani seksowna, nie używa żadnych damskich sztuczek, żeby sobą zainteresować chłopców. Sama jest trochę jak chłopak, kanciasta i niezgrabna w ruchach. Nawet prowadzenie rozmowy sprawia jej pewną trudność. Chcąc zaimponować doświadczeniami z paleniem papierosów, czy zażywaniem narkotyków, artykułuje to niezbyt przekonywująco. To raczej przechwałki. Za to z ochotą przynosi magnetofon i patelnie. Jest jak chłopak, który chce się wkupić w łaski nowych kolegów i leci na posyłki. Udowadnia, że nieobce jest jej picie piwa. Takie ustawienie roli sprawia, że cały erotyczny aspekt gwałtu schodzi na plan dalszy.
Nuda panująca na zaniedbanym podwórku - podkreślona zresztą przez reżysera dzięki długim scenom bez słów, brak perspektyw na ciekawe spędzenie czasu, wydają się być w spektaklu głównymi powodami tragicznego wydarzenia. Chłopcy poza odbijaniem piłki nie bardzo mają, co z sobą zrobić. Dziewczyna pewnie drażni ich swoją infantylnością, ale nie widać żeby wywoływała specjalną fascynację seksualną. Stąd próba zadrwienia z niej. Przecież to ani kumpel ani oszałamiająca "laska". Narodziny zła następują niepostrzeżenie. Nic ich nie zapowiadało i nie było żadnego powodu do jego powstania. Wystarczyła mała prowokacja. Czy tylko z męskiej strony? Czy przypadkiem nie jest nią opowiadanie dziewczyny w czasie zabawy w ciuciubabkę? Ten aspekt w spektaklu kieleckim doskonale wydobyła reżyser Julia Wernio. Tak niedużo trzeba żeby pozornie nic nieznaczące zabawy doprowadziły do wielkiego dramatu.
Sytuacja z podwórka ma pewną kontynuacje na sali sądowej. W opozycji do Pani Prokurator występują Obrońcy, jak wspomniałem grani przez tych samych aktorów. Wszyscy w sposób w pełni zawodowy wcielają się w zupełnie inne role. Tu racje zacierają się. Kto jest winien, czy wymierzono sprawiedliwą karę? Scena, w której Obrońca zaprasza Panią Prokurator na kawę znowu brzmi prowokacyjnie i niejednoznacznie.
Przedstawienie stawia cały szereg trudnych pytań, na które sami musimy sobie odpowiedzieć. Twórcy spektaklu nie ułatwiają nam tego. Wręcz przeciwnie. Wprawdzie scenografia sugeruje, że problem dotyczy to tylko pewnego środowiska, ale reżyser ustawia tak sytuacje a aktorzy tak prowadzą swoje postaci, że trudno o jednoznaczną wymowę.
Grzegorz Cuper
Edna Mazya "Zabawy na podwórku" ("Mishakim be hatzer ahorit"). Przekład Michał Sobelman, reżyseria Julia Wernio, scenografia Elżbieta Wernio. Premiera 27 września 2008 r.

